CHŁOPIEC Z NISKICH POZIOMÓW
Mgła toksycznych oparów unosiła się nad niższymi poziomami Commorraghu jak wieczny, powolny pożar. W zaułkach, gdzie nawet Haemonculi nie zapuszczali się bez eskorty, rodziły się i ginęły miliony istnień, nie zostawiając po sobie nic prócz krzyków i śladów krwi na metalowych podłogach.
W jednym z takich zaułków młody Drukhari, jeszcze bez imienia, przyglądał się, jak banda starszych wojowników bije na śmierć jakiegoś nieszczęśnika. Patrzył uważnie – nie na przemoc, do niej zdążył przywyknąć – ale na to, kto pierwszy zaatakuje, kto się zawaha, kto zada ostateczny cios.
Zapamiętywał twarze. Układ hierarchii. Głosy. Każdy gest był dla niego danymi.
– Po co tak patrzysz, szczeniaku? – warknął jeden z wojowników, odwracając się nagle. – Chcesz dołączyć?
Chłopak uśmiechnął się lekko. To był pierwszy raz, gdy pozwolił sobie na uśmiech przy kimkolwiek.
– Tylko się uczę – odpowiedział. – Od tych, którzy niedługo umrą.


