Przejdź do głównej treści
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

Świt nad strefą popiołu

Świt nad strefą popiołu

Europa Środkowa, sektor C-17, 1946

Wojna przeciągnęła się poza wszystkie wcześniejsze kalkulacje. Fronty rozpadły się na strefy, a strefy na ruiny, w których czas przestał mieć znaczenie.

Tydzień wcześniej linia załamała się właśnie tutaj. Nie było rozkazu odwrotu — tylko cofanie się, krok po kroku, pod naciskiem czegoś, co nie zatrzymywało się tam, gdzie powinno. Miasto zostało za nimi: puste, wypalone, pełne śladów walk, do których nikt nie chciał już wracać.

Oddział Charlie-Four poruszał się wolno, niemal ostrożnie, wzdłuż dawnej drogi krajowej. Teraz była jedynie pasmem gruzu, wypalonych wraków i czarnych blizn od broni, która zmieniła oblicze wojny. Każdy krok niósł się zbyt głośno. Każdy cień wyglądał jak zapowiedź ruchu.

Świt nad strefą popiołu

 

— Jeszcze pięćdziesiąt jardów — powiedział porucznik Michael Lewins, zerkając na kompas. Igła drżała, jakby sama nie była pewna, gdzie leży północ.

Sektor był martwy. Cisza miała tu ciężar. Powietrze zdawało się pamiętać wszystko, co wydarzyło się wcześniej i nie chciało tego wypuścić.

Wrak, którego szukali, leżał na boku przy skrzyżowaniu, rozcięty i wypalony od środka. Anteny sterczały pod nienaturalnymi kątami, pancerz nosił ślady uderzeń, które nie wyglądały ani na klasyczny ostrzał, ani na zwykłą eksplozję.

— Tu — mruknął Miller, klękając przy oderwanym włazie. — Sejf powinien być pod podłogą.

Zabrali się do pracy szybko. Zbyt szybko jak na miejsce, w którym zdawało się, że czas się zatrzymał. Harris ubezpieczał tyły, Novak trzymał skrzyżowanie na muszce, Lewins obserwował ruiny po drugiej stronie ulicy.

— Jeśli ktoś dobrał się do dokumentów… — odezwał się Harris, głosem zmęczonym bardziej niż ranny bark, który ukrywał pod kurtką. — …to lepiej, żebyśmy je znaleźli pierwsi.

— Albo spalili — dodał Novak. — Dowództwo nie lubi, gdy ktoś zagląda tam, gdzie nie powinien.

- OK. Zbieramy się – pomyślał Lewins. Nie zdążyli się wycofać.

Zanim Lewins zdążył wydać rozkaz, coś poruszyło się w ruinach po lewej stronie skrzyżowania. Najpierw cień, potem sylwetka — jedna, druga, trzecia. Reanimowani wychodzili spomiędzy zawalonych ścian bez pośpiechu, jakby dokładnie wiedzieli, że czas działa na ich korzyść.

Pierwsze strzały padły niemal odruchowo. Echo odbiło się od kamienic, a cisza, która wcześniej ciążyła nad sektorem, pękła jak cienka warstwa lodu.

A potem ziemia zadrżała.

Nie od wybuchu.

Od rytmu.

Tępe, powtarzalne uderzenia niosły się przez bruk i fundamenty ruin — sześć nóg pracujących w zsynchronizowanym marszu. Każdy krok był osobnym ciosem, a razem układały się w miarowy, nieludzki takt, który czuło się w klatce piersiowej, zanim jeszcze zobaczyło się maszynę.

Wotan Heavy Panzermech wyszedł z mgły jak ruchoma forteca. Sześć masywnych nóg stabilizowało ciężki, niski kadłub, na którym osadzona była wieża czołgowa. Zielonkawa poświata sączyła się spod płyt pancerza, pulsując nierówno.

Lewins spojrzał na wrak, potem na zbliżające się sylwetki i wreszcie na ulicę, którą przyszli. Była już odcięta.

— Mamy to, po co przyszliśmy — powiedział głośno, przebijając się przez strzały i narastający hałas. — Nie zatrzymujemy się. Nie walczymy tu dłużej niż trzeba. Miller oznacz cel.
Miller ściągnął z pleców małą wyrzutnie sygnalizatorów i odpalił pocisk w kierunku Wotana. Sygnalizator przykleił się do pancerza potężnej maszyny.

Wycofywali się skokami, od osłony do osłony. Kurz i dym wypełniły ulice, a reanimowani parli naprzód, niewrażliwi na ogień, który w innych wojnach wystarczyłby, by ich zatrzymać.

Harris potknął się przy zawalonym wejściu do sklepu. Seria trafiła go w bok. Upadł ciężko, a krew natychmiast zaczęła wsiąkać w kurz. Novak krzyknął, gdy odłamek rozdarł mu nogę. Został w tyle tylko na moment — wystarczająco długo, by Lewins musiał wrócić i wciągnąć go za betonowy blok, teraz kruszony przez pociski.

Kiedy dotarli głębiej między ruiny, oddział był już mniejszy.

— Tu — powiedział Lewins, wskazując na zawalony budynek. — Bruin jest pod nami.

Pod gruzami znajdował się US Bruin Assault Walker — trafiony wcześniej, unieruchomiony i uznany za stracony. Zaczęli odrzucać cegły i fragmenty mebli. Właz był przysypany, ale nienaruszony.

Miller wyciągnął z plecaka kasetowy moduł — element sterowania, który zabrali ze sobą właśnie na taką okazję.

— Jeśli to zadziała…

— Spróbujmy — przerwał Lewins.

Wnętrze Bruina było ciemne i martwe. Miller podłączył moduł. Przez chwilę nic się nie działo.

Potem maszyna, jak gdyby złapała oddech. Systemy zabuczały serwomotory zamruczały miarowo.

— Zasilanie minimalne — powiedział Miller. — Baterie prawie puste.

— Musi wystarczyć.

Bruin podniósł się powoli, ciężko. Gdy wyszedł z ruin, Wotan obrócił wieżę. Pierwsza salwa Bruina rozerwała jedną z nóg Panzermecha. Wotan odpowiedział ogniem, ale zniszczona noga zachwiała jego stabilnością i pocisk minął Bruina o milimetry. To jednak wystarczyło, aby druga salwa Bruina, nie trafiła niszcząc budynek za Wotanem. Spadające gruzy przysypały ulice powstrzymując na chwile pochód Reanimowanych. Systemy zakomunikowały, że maja energii na ostatnia salwę. Miller przycisną oko do wizjera, cierpliwie czekał aż Wotan przestanie wierzgać w celu stabilizacji. Skupienie popędzane przez nerwowe krzyki towarzyszy, musiało wytrzymać presję. Nacisną spust zamykając oczy. Nie wiadomo czy to paliwo czy jego wiara niosły rakietę, która dotarła do celu trafiając w boczny pancerz, który po ułamku sekundy eksplodował od środka.

W tym momencie Bruin zatrzymał się. Systemy gasły.

— To wszystko, co miał — powiedział Miller.

I wtedy niebo nad nimi zapłonęło.

Firefly wyłonili się z niskich chmur niemal bez dźwięku. Plecaki rift zaburzały powietrze wokół nich, jakby grawitacja na moment traciła pewność, swej niezmienności. Zawisnęli nad ruinami i otworzyli ogień, kosząc hordy reanimowanych zbliżające się do wyczerpanego oddziału i nieruchomego Bruina.

Gdy wszystko ucichło, Lewins usiadł oparty o pancerz Bruina. W rękach trzymał teczkę z lekko przypalonymi dokumentami.

— Zrobiliście robotę, za którą normalnie płaci się stalą — powiedział dowódca Firefly.

Lewins spojrzał na zgliszcza miasta zasłane wrakami ich pojazdów.

— W tym miejscu zapłaciliśmy już stalą. – uśmiechnął się smutno.

 

Komentarze do wpisu (0)

Napisz komentarz